moja polska zbrojna
Od 25 maja 2018 r. obowiązuje w Polsce Rozporządzenie Parlamentu Europejskiego i Rady (UE) 2016/679 z dnia 27 kwietnia 2016 r. w sprawie ochrony osób fizycznych w związku z przetwarzaniem danych osobowych i w sprawie swobodnego przepływu takich danych oraz uchylenia dyrektywy 95/46/WE (ogólne rozporządzenie o ochronie danych, zwane także RODO).

W związku z powyższym przygotowaliśmy dla Państwa informacje dotyczące przetwarzania przez Wojskowy Instytut Wydawniczy Państwa danych osobowych. Prosimy o zapoznanie się z nimi: Polityka przetwarzania danych.

Prosimy o zaakceptowanie warunków przetwarzania danych osobowych przez Wojskowych Instytut Wydawniczy – Akceptuję

 
„Lalek”, czyli pół życia w konspiracji

Józef Franczak „Lalek” przez 18 lat wodził za nos komunistów. Dopiero w 1963 roku został zastrzelony przez zomowców. Dziś jest jedną z legend polskiego podziemia niepodległościowego. Tymczasem po II wojnie światowej antykomunistyczna partyzantka działała w całym bloku wschodnim – od Estonii po Rumunię. Tamte kraje również miały swoich wyklętych.

Kiedy wyszedł na podwórko, widział jak przemykają pośród drzew. Uzbrojeni w długą broń zomowcy szli zwartą grupą. Cofnął się w głąb obejścia, żeby zobaczyć, czy da radę wymknąć się z drugiej strony. Ale tam także byli. Pomyślał, że ma jedną szansę na tysiąc. Spokojnie ruszył przed siebie, licząc że wezmą go za jednego z gospodarzy. I wtedy zomowiec, który prowadził psa krzyknął coś w jego kierunku. Nerwy napięte jak postronki puściły. „Lalek” zaczął biec. Ruszył w kierunku stodoły i wskoczył w krzaki, skąd wyciągnął dwa pistolety. Naraz znalazł się pod gradem pocisków. Jeden z nich ugodził go w klatkę piersiową, po chwili kolejny i jeszcze kolejny. „Lalek”  padł na twarz. Zomowcy, którzy go odwrócili słyszeli jak rzęzi. Kilka minut później już nie żył.

Jest rok 1963. W Opolu odbywa się I Krajowy Festiwal Piosenki. Ludzie walą do kin, by obejrzeć komedię kryminalną „Gangsterzy i filantropi” w reżyserii Jerzego Hoffmana. 120 tys. ludzi na Stadionie Śląskim wiwatuje na cześć Górnika Zabrze, który w Pucharze Europy ogrywa Austrię Wiedeń. Nigdy wcześniej ani później mecz piłkarski w Polsce nie zgromadził takiej widowni. Za granicą Beatlesi nagrywają swój pierwszy album, sowiecka astronautka Walentyna Tierieszkowa jako pierwsza kobieta w historii leci w kosmos, a świat cieszy się z porozumienia o „gorącej linii”, które podpisują w Genewie przywódcy USA i ZSRR. Szybki kontakt telefoniczny ma zminimalizować ryzyko wybuchu wojny nuklearnej. Kilka miesięcy później amerykański prezydent John F. Kennedy, który parafował ów dokument ginie w zamachu.

21 października w Majdanie Kozic Górnych, niewielkiej wsi pod Lublinem ginie Józef Franczak „Lalek”. Ostatni w Polsce partyzant, który postanowił sprzeciwić się komunistycznej władzy.

„Lalek” w ukryciu

Józef Franczak urodził się w 1918 roku na Lubelszczyźnie. Jako 19-latek wstąpił na ochotnika do armii. Służył w plutonie Żandarmerii, który stacjonował w Równem na kresach. Tam też zastała go wojna. Franczak został pojmany przez Armię Czerwoną, zdołał jednak zbiec. Wstąpił do konspiracji. Służył w Związku Walki Zbrojnej, a potem w lubelskim obwodzie Armii Krajowej. Tam przyjął pseudonim „Laluś”. Tak ochrzcili go koledzy, ponieważ Franczak zawsze bardzo dbał o wygląd. Już po wojnie funkcjonariusze UB zaczęli o nim mówić „Lalek”. I pod takim pseudonimem zapisał się w historii.

W podziemiu Franczak dosłużył stopnia sierżanta, dowodząc drużyną, a potem plutonem. Kolejną zmianę w jego życiu przyniósł sierpień 1944 roku. – Lubelszczyzna była już wówczas pod kontrolą Armii Czerwonej. Instalował się tam utworzony przez komunistów Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego. Franczak został wówczas wcielony do formowanej 2 Armii Wojska Polskiego, która u boku Sowietów miała walczyć z Niemcami – wyjaśnia dr Sławomir Poleszak z IPN-u w Lublinie. Po wojnie zaczął jednak walczyć z antykomunistycznym podziemiem. Franczak był świadkiem rozstrzeliwania pojmanych akowców, dawnych towarzyszy broni. Bał się, że spotka go ten sam los, dlatego zdezerterował. W 1945 roku w Sopocie podjął pracę pod fałszywym nazwiskiem w Spółdzielni Marynarzy. Ponoć próbował dostać się na statek i przeprawić na duński Bornholm. – Historię tę znamy z opowiadań, nie potwierdzają jej żadne dokumenty. Dlaczego „Lalek” ostatecznie w Polsce został? Może coś w jego projekcie nie wypaliło, a może zdecydowały o tym inne względy. Tego nie wiemy – przyznaje dr Poleszak. – Dość, że prawdopodobnie na początku 1946 roku ponownie pojawił się na Lubelszczyźnie – dodaje.
Franczak miał łączność z największą antykomunistyczną organizacją konspiracyjną – Zrzeszenie Wolność i Niezawisłość. Na początku 1947 roku dołączył do oddziału kpt. Zdzisława Brońskiego „Uskoka”. Brał udział w akcjach przeciwko funkcjonariuszom bezpieki i szczególnie aktywnym działaczom partii. 24 sierpnia 1951 roku oddział „Lalka” zlikwidował Franciszka Drygałę, któremu zarzucano wydanie dwóch partyzantów z patrolu „Strzały”.

– Ostatnią akcję „Lalek” przeprowadził w lutym 1953 roku. Wraz z grupą partyzantów wszedł do Gminnej Spółdzielni w Piaskach. Chcieli pozyskać pieniądze na przetrwanie zimy – tłumaczy dr Poleszak. Akcja się jednak nie udała. Na miejsce przybiegli milicjanci z miejscowego posterunku, doszło do strzelaniny. Zginął dowodzący akcją Stanisław Kuchciewicz „Wiktor”, kolega i ostatni dowódca Franczaka. Odtąd „Lalek” już tylko się ukrywał. – To był dla niego bardzo trudny czas. Wiemy, że w 1956 roku, korzystając z amnestii, chciał się ujawnić. Konsultował to z adwokatem. Usłyszał jednak, że mimo amnestii, może trafić na długie lata do więzienia. Zrezygnował. Dwa lata później urodził mu się syn. I to pewnie był kolejny argument, by pozostać na wolności, blisko rodziny – zaznacza historyk.

Tymczasem UB, przemianowana z czasem na Służbę Bezpieczeństwa przez cały czas deptała mu po piętach. Zakrojona na szeroką skalę operacja poszukiwania ostatniego żołnierza wyklętego otrzymała kryptonim „Pożar”. Bezpieka korzystała z informacji blisko 30 agentów. Najcenniejszy okazał się jednak „Michał”, czyli stryjeczny brat narzeczonej Franczaka. Po kilku podejściach udało mu się umówić spotkanie z „Lalkiem”. Poszedł na nie naszpikowany aparaturą podsłuchową. Spisał też numery rejestracyjne motocykla, którym ten się poruszał. 21 października 1963 roku do Majdanu Kozic Górnych pojechało 35 zomowców. Franczak zginął. Po śmierci jego ciało zostało przewiezione do Akademii Medycznej w Lublinie, pozbawione głowy, a następnie pochowane w bezimiennym grobie. Rodzinie udało się je odzyskać. Czaszka ostatniego partyzanta została odnaleziona dopiero w 2014 roku. Jak się okazało, służyła studentom do badań.

Ants Straszliwy jedzie na obiad

Pewnego dnia kierownik restauracji w estońskiej Parnawie dostał list. Ants Kaljurand zwany „Straszliwym” powiadamiał w nim, że wkrótce pojawi się w jego lokalu, by zjeść obiad. Podał przy tym dokładną datę i godzinę. Kierownik czym prędzej pobiegł z tą informacją do siedziby NKWD. Wkrótce restauracja została obstawiona tajniakami. W bocznych uliczkach czaili się uzbrojeni po zęby enkawudziści. Z jednej strony Sowieci wietrzyli podstęp, z drugiej jednak nie mogli zignorować takiego sygnału. Ants Straszliwy – jeden z najsłynniejszych antykomunistycznych partyzantów we wcielonej do ZSRR Estonii!

Tymczasem godziny mijały, a Ants nie przyjeżdżał. W restauracji pojawił się za to obwieszony orderami sowiecki oficer. Nikt oczywiście nie zwrócił na niego uwagi.  Oficer zjadł obiad, zostawił napiwek i pojechał. A kiedy kelner sprzątał po nim ze stołu, znalazł pod talerzem karteczkę: „Wielkie dzięki za obiad. Ants Straszliwy”.

Opisujący tę historię Keith Lowe, autor książki „Dziki kontynent. Europa po II wojnie światowej”, sam powątpiewa w jej prawdziwość. Dowodzi ona jednak tego, że przynajmniej dla części mieszkańców Estonii członkowie antykomunistycznej partyzantki byli postaciami na poły legendarnymi. Bo swoich „Lalusiów” miały też inne kraje bloku wschodniego.

W Polsce przez wszystkie organizacje antykomunistycznego podziemia przewinąć się mogło około 120–180 tys. osób. W Estonii było ich 30 tys. Do tego w sąsiedniej Litwie czy Łotwie z Sowietami walczyło po wojnie 40 tys. partyzantów. Wszyscy oni nazywani byli leśnymi braćmi. – Dla nich była to już druga sowiecka okupacja, mieli więc spore doświadczenie. Estończykom pomagał też fakt, że jeszcze przed wojną mieli doskonale rozwinięty system obrony terytorialnej – podkreśla Grzegorz Kuczyński, ekspert ds. wschodnich, autor pracy „Antykomunistyczne podziemie zbrojne w Europie Wschodniej”. Sytuacja Bałtów była jednak trudniejsza od tej, która panowała w Polsce. Ich państwa zostały przecież bezpośrednio wcielone do ZSRR, a Sowieci na masową skalę stosowali deportacje zarówno rzeczywistych, jak i potencjalnych wrogów systemu. A na tym nie koniec. Jak zauważa Lowe, już w 1944 roku Ławrientij Beria wysłał na Litwę dwie jednostki pod dowództwem gen. Siergieja Krugłowa, które wcześniej wysiedlały z Krymu Tatarów. Ich zadaniem było „oczyszczenie” Litwy z partyzantów i to w ciągu dwóch tygodni. Walka trwała jednak dłużej. – Jeszcze w 1948 roku litewskie podziemie doprowadziło do zjednoczenia i wyłonienia centralnej władzy, podczas gdy w Polsce w tym czasie była dalece zdecentralizowana – zaznacza dr Poleszak. Ostatecznie leśni bracia zostali rozbici w połowie lat 50. Nieliczni ukrywali się dalej. W 1978 roku w obławie KGB zginął ostatni estoński partyzant August Saabe. Z kolei Litwin Statys Guida wymykał się siepaczom aż do swojej śmierci w 1986 roku.

Silna antykomunistyczna partyzantka działała też w Rumunii. Do najsłynniejszych komendantów należał Ion Gavrila-Ogoranu, który aż do 1956 roku wspólnie ze swoim oddziałem operował w Górach Fogaraskich. On sam w ręce rumuńskiej bezpieki zwanej Securitate wpadł dopiero w 1976 roku. Do końca lat 50. w Karpatach starał się funkcjonować także oddział braci Arnautoiu. – W końcowej fazie działalności liczył on trzech mężczyzn, kobietę i dziecko – zauważa Kuczyński, we wspomnianej wcześniej pracy.

Jeszcze silniejsze antykomunistyczne podziemie działało na zachodniej Ukrainie, gdzie Sowietom długo we znaki dawała się Ukraińska Powstańcza Armia. Organizacja miała jednak na koncie również etniczne czystki, a wcześniej współpracę z Niemcami. – Kolaboracja z Hitlerem była cechą wspólną wielu antykomunistycznych partyzantów zarówno z krajów bałtyckich, jak i Rumunii, która przecież do końca wojny pozostawała w sojuszu z Niemcami – przypomina dr Poleszak. Takiej przeszłości nie miała powojenna partyzantka w Polsce ani też w Czechosłowacji. Druga z nich nie była jednak zbyt silna. Do 1948 roku system polityczny nad Wełtawą nosił pewne oznaki pluralizmu. Antysowiecki bunt zaczął się rodzić dopiero wraz z ostatecznym zdławieniem tej namiastki wolności. Do najsłynniejszych organizacji należał Černy Lev 777, którego członkowie w kwietniu 1950 roku wysadzili w powietrze budynek Komitetu Powiatowego Komunistycznej Partii Czechosłowacji w Milevsku.

– Członkowie antykomunistycznych organizacji w Europie Środkowej i Wschodniej początkowo liczyli na wybuch kolejnej wojny, tym razem Zachodu przeciwko ZSRR, i zmianę układu sił na kontynencie. A kiedy stało się jasne, że nic takiego nie nastąpi, często trwali w oporze, bo po prostu nie mieli innego wyjścia. W razie dekonspiracji, groziła im po prostu śmierć – podsumowuje dr Poleszak.


Przygotowując tekst korzystałem z książki Keitha Lowe'a „Dziki kontynent. Europa po II wojnie światowej”, Warszawa 2013; tekstu Grzegorza Kuczyńskiego „Antykomunistyczne podziemie zbrojne w Europie Wschodniej”, który ukazał się w tomie „Ostatni komendanci, ostatni żołnierze 1951-1963”, wydanym w 2016 roku przez Kancelarię Prezydenta RP; tekstu Sławomira Poleszaka „Ostatni. Józef Franczak „Laluś (1918-1963)”, który ukazał się w nr. 11/2013 miesięcznika „Pamięć.pl”.

 

Łukasz Zalesiński

autor zdjęć: IPN

dodaj komentarz

komentarze


Abrams – czołg z najwyższej półki
 
Chorwaci uczą się od polskich pilotów
Pałac Saski znów stanie w stolicy?
Szczyt NATO w Brukseli – punkt zwrotny dla Sojuszu
Wyścig zbrojeń nie ustaje
Pierwsza mistrzyni Wojska Polskiego!
Podwodne rozpoznanie i ratunek
NATO ćwiczy w Gruzji
Polskie F-16 gotowe na Islandię
Nowe książeczki wojskowe
26 medali żołnierzy na mistrzostwach Polski
Co ze sprawdzianem z WF?
Wojsko pomaga powodzianom w Małopolsce
Żołnierze bez testów z WF-u
Ankona – bitwa po polsku
Trzynasty tytuł mistrza Polski „Machałka”!
V-2 leci do aliantów
Polskie firmy zbrojeniowe łączą siły
Czekamy na pierwszy medal w Tokio
Lufy prosto z Huty
Lato w wojskowym klimacie
„Kobra ’21”, czyli rozpoznanie specjalsów
Kurs na dyplomację
Będzie więcej szkoleń z pierwszej pomocy
Abramsy dla 1 Brygady
„Zginęli, bo byli Polakami”
Jutro otwarcie igrzysk olimpijskich w Tokio
Course on Diplomacy
Nagroda nie tylko od dowódcy
Groty dla proobronnych
Szczyt NATO o zagrożeniach dla bezpieczeństwa
Wisła i Narew w Sejmie
Polacy blisko podium, ale bez medalu
Szczyt NATO już w poniedziałek
Javelin gwarantuje skuteczność
Podwodne centrum przyszłości
Kontyngent do zmiany
Stalowy człowiek
Terytorialsi pomagają poszkodowanym w powodziach
Rozwój i wyzwania wojskowej logistyki
Abrams – czołg niepokonany w walce
Afganistan. Czas wracać do domu
Desantowanie z transportowego giganta
Wiosłują dla Emily
Polscy żołnierze polecą na Islandię
Psy (w) WOT
Pancerniacy ruszają na Łotwę
Polak najlepszym podoficerem NATO
Afganistan: powrót do domu
Wilki znów na Mazurach
Umowa na Mieczniki podpisana
Sukcesy żołnierzy na AFN
Kat Matejki, czyli prawda i mity bitwy pod Grunwaldem
UE o wspólnym bezpieczeństwie
Podejmij wyzwanie razem z weteranem!
Kat warszawskiego getta przed sądem
Combining Two Worlds
Rusza PKW Islandia

Ministerstwo Obrony Narodowej Wojsko Polskie Sztab Generalny Wojska Polskiego Dowództwo Generalne Rodzajów Sił Zbrojnych Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych Wojska Obrony
Terytorialnej
Żandarmeria Wojskowa Dowództwo Garnizonu Warszawa Inspektorat Wsparcia SZ Wielonarodowy Korpus
Północno-
Wschodni
Wielonarodowa
Dywizja
Północny-
Wschód
Centrum
Szkolenia Sił Połączonych
NATO (JFTC)
Inspektorat Uzbrojenia

Wojskowy Instytut Wydawniczy (C) 2015
wykonanie i hosting AIKELO